Godzina zero - urodziny

Emocjonujące - w dzisiejszych czasach to stwierdzenie używa się głównie przy sportach ekstremalnych, filmach, przy osiąganiu rekordów, odkrywaniu czegoś w nauce, wygrywaniu zawodów, zwiedzaniu świata lub podejmowaniu ważnych biznesowych decyzji. Żyjemy w świecie, w którym wyżej wymienione rzeczy są rozdmuchane do roli wydarzenia najbardziej podniecającego i wartościowego. Szczerze mówiąc, nawet się nie dziwię, bo do momentu gdy zobaczyłem moją córkę po raz pierwszy sam myślałem podobnie.


Byłem w biurze, ale już od kilku dni spodziewałem się, że mogę dostać telefon i wszystko rzucić. Baza przygotowana, okopy zrobione, plecak z ekwipunkiem zwarty i gotowy. To było już prawie rok temu, a ja pamiętam jak dzisiaj, że dostałem telefon około godziny 10:30 - wywoływanie zamieszek rozpoczęte. Mówię sobie ok, wywoływanie to nie zamieszki jeszcze trochę czasu mam i zabrałem się dalej do pracy. Dopiero niewysoka koleżanka (ona wie i dzięki jej za to :D ) uświadomiła mi, że powinienem jechać, bo TO JUŻ.

Powoli się spakowałem, pożegnałem i jadę. Niewzruszony, jakbym dostał zwykły dzień wolny, pogoda była super jak na listopad, słoneczko raziło mnie przez szybę samochodu. Czułem się dokładnie jak teraz, jeszcze wstąpiłem coś przekąsić do bazy i wbijam na pole bitwy jako stały bywalec. Ostatni pokój na korytarzu, po lewej, a dookoła same sale bitewne. Na naszej ziemi na szczęście nie było za dużo zamieszek w tym czasie - więcej spółek matek oczekujących.

Oczywiście musiałem brać udział w bitwie, chociaż tylko jako obserwator. Nie inaczej. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, jak wywoływanie zamieszek trwało 3 dni... (trzeciego dnia odpoczywał i widział, że to było dobre). Nie wiem dlaczego, ale byłem całkowicie spokojny. Może to świadomość, że mamy super generała prowadzącego? Chyba tak. Mimo, że firma córa traciła puls i trwało to niebywale długo, to ostateczna decyzja -jak już byliśmy 4 godziny na w samym środku ustawki - zapadła o wyciągnięciu narzędzi i zakończenia walki jednym ostrym cięciem. Na tym kończy się mój udział, walka przeniosła się na całkiem inny level, na który zwykły śmiertelnik nie ma wstępu.


Po około 10 minutach mój dyskomfort wzrósł dość znacznie, bo ile to może trwać! W końcu 10 minut to cała wieczność, zaraz się zrobi wieczór, przecież była już trzynasta! Winda wróciła po 30 minutach od odjazdu, a ja podszedłem do śmiesznego wózeczko-stoliczka i zapytałem "Przepraszam, jak się nazywa?"

Kiedy usłyszałem w odpowiedzi własne nazwisko po prostu mnie zatkało. Niby innego porodu nie było, ale to naprawdę moje? 2230gram człowieka to naprawdę niewiele, ale nie byłem zaskoczony jak to widać na filmach "o jezu jakie małe nie spodziewałem się". Oczywiście, że się spodziewałem, ale nawet jak na noworodka 2230g to nie dużo, a poród był o czasie. Nie jestem za bardzo uczuciowy, i każdy kto mnie zna raczej to potwierdzi. Rzadko zwracam uwagę na to, żeby nie urazić kogoś uczuć - dla mnie prawda jest ważniejsza niż zranienie czyichś uczuć czy poprawność polityczna. Nie ruszają mnie wypadki, powodzi, huragany, głodujący afrykanie, ale tego dnia ryczałem jak wół.


Klęczałem przy wózeczko-stoliczko-łóżeczku i ryczałem, a maluda sobie leżała i spokojnie oddychała. Trzaskałem zdjęcia telefonem, ale przez łzy i tak nie widziałem jak wyszły. Mimo to wysłałem je do dziadków i przyjaciół, w odpowiedzi otrzymując dziesiątki telefonów i smsów, które po prostu ignorowałem. Byłem zajęty ryczeniem i patrzeniem na najpiękniejszy widok na świecie. 

Komentarze

  1. Niby jestem jedną z głównych postaci w tym Akcie Naszego Życia, ale i tak wzięło mnie wzruszenie i zaskoczenie jak Ty to postrzegałeś 😄😙

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Głupia duma?

Pierwszy najtrudniejszy - zawód ojciec

Przygotowania okopów