Pierwszy najtrudniejszy - zawód ojciec
Witam!
Od dawna myślałem o tym, jak zacząć, ponieważ prowadzić tego bloga chciałem już od dawna, a że wspomnienia mają to do siebie, że się zacierają, to lepiej zacząć jak najszybciej i zobaczymy co z tego będzie ;)
Jeśli powiem, że pojawienie się dziecka całkowicie zmienia życie, to nie będzie w tym nic nadzwyczajnego, ale to sformułowanie wydaje się być zarezerwowane dla mam. Niesłusznie, ponieważ ojciec, to już nie mąż, ojciec, to już nie chłopak i nowe "stanowisko" zobowiązuje.
"Zawód ojciec"
Rozmowa kwalifikacyjna na to stanowisko była najdłuższą ze wszystkich jakie można sobie wyobrazić. Zanim powstanie spółka córka, dla której zawodowy ojciec będzie wykonywał pracę, należy podpisać kontrakt ze spółką matką, żeby wspólny projekt mógł wypalić. Należy przy tym uważać, żeby wśród wielu firm wybrać taką, z którą dobrze się dogadujemy, która ma cele zbliżone do naszych i która ma dobry wizerunek na rynku.
Samo znalezienie odpowiedniej firmy matki nie jest wystarczające, bo tak naprawdę tutaj zaczyna się cała praca. Należy wywalczyć kontrakt. Trzeba pokazać, że się spełnia wszystkie wymagania, wykazać zaangażowaniem i kreatywnością. Koniecznie trzeba pokazać spółce matce, że potrafimy się troszczyć o nasze interesy i spełnić najwyższe oczekiwania jakościowe, a nie raz musimy się domyślać jakie są, bo o spisanych zasadach zapomnij chłopie.
W moim przypadku takie rozmowy trwały 4 lata! Przynajmniej tak twierdzi firma matka ;) Podpisanie samego kontraktu odbyło się w wyśmienitej atmosferze. Jak w każdych negocjacjach, ustawiono wspólny stół, a każdy z nas negocjatorów (czyli ja i spółka matka) miał swój zespół analizatorów i wsparcia po swojej stronie stołu. Cztery podpisy na dokumencie w obecności urzędniczki i można iść na najdroższą imprezę integracyjną w moim życiu. (o szczegółach może innym razem).
Kontrakt podpisany, ale jeszcze firma córka nie powstała. Najpierw trzeba przygotować dobry grunt pod interesy. Znaleźć miejsce, gdzie firma córka będzie mogła się dobrze rozwijać, przygotować otoczenie, zabezpieczyć finansowo no i projekt można zacząć. Jak sama nazwa bloga mówi - starałem się wszystko dobrze zaplanować. Postanowiłem skorzystać z outsourcingu - raz w miesiącu analizowałem rozwój spółki córki ze specjalistą, który dysponuje sprzętem umożliwiającym nieinwazyjny wgląd do wnętrza spółki matki i pokazujący na specjalnym ekranie odpowiednio zinterpretowany obraz.
Tak naprawdę, kiedy zobaczyłem na tym ekranie pierwsze zalążki palców to zrozumiałem, że projekt będzie doskonały.
Od dawna myślałem o tym, jak zacząć, ponieważ prowadzić tego bloga chciałem już od dawna, a że wspomnienia mają to do siebie, że się zacierają, to lepiej zacząć jak najszybciej i zobaczymy co z tego będzie ;)
Jeśli powiem, że pojawienie się dziecka całkowicie zmienia życie, to nie będzie w tym nic nadzwyczajnego, ale to sformułowanie wydaje się być zarezerwowane dla mam. Niesłusznie, ponieważ ojciec, to już nie mąż, ojciec, to już nie chłopak i nowe "stanowisko" zobowiązuje.
"Zawód ojciec"
Rozmowa kwalifikacyjna na to stanowisko była najdłuższą ze wszystkich jakie można sobie wyobrazić. Zanim powstanie spółka córka, dla której zawodowy ojciec będzie wykonywał pracę, należy podpisać kontrakt ze spółką matką, żeby wspólny projekt mógł wypalić. Należy przy tym uważać, żeby wśród wielu firm wybrać taką, z którą dobrze się dogadujemy, która ma cele zbliżone do naszych i która ma dobry wizerunek na rynku.
Samo znalezienie odpowiedniej firmy matki nie jest wystarczające, bo tak naprawdę tutaj zaczyna się cała praca. Należy wywalczyć kontrakt. Trzeba pokazać, że się spełnia wszystkie wymagania, wykazać zaangażowaniem i kreatywnością. Koniecznie trzeba pokazać spółce matce, że potrafimy się troszczyć o nasze interesy i spełnić najwyższe oczekiwania jakościowe, a nie raz musimy się domyślać jakie są, bo o spisanych zasadach zapomnij chłopie.
W moim przypadku takie rozmowy trwały 4 lata! Przynajmniej tak twierdzi firma matka ;) Podpisanie samego kontraktu odbyło się w wyśmienitej atmosferze. Jak w każdych negocjacjach, ustawiono wspólny stół, a każdy z nas negocjatorów (czyli ja i spółka matka) miał swój zespół analizatorów i wsparcia po swojej stronie stołu. Cztery podpisy na dokumencie w obecności urzędniczki i można iść na najdroższą imprezę integracyjną w moim życiu. (o szczegółach może innym razem).
Kontrakt podpisany, ale jeszcze firma córka nie powstała. Najpierw trzeba przygotować dobry grunt pod interesy. Znaleźć miejsce, gdzie firma córka będzie mogła się dobrze rozwijać, przygotować otoczenie, zabezpieczyć finansowo no i projekt można zacząć. Jak sama nazwa bloga mówi - starałem się wszystko dobrze zaplanować. Postanowiłem skorzystać z outsourcingu - raz w miesiącu analizowałem rozwój spółki córki ze specjalistą, który dysponuje sprzętem umożliwiającym nieinwazyjny wgląd do wnętrza spółki matki i pokazujący na specjalnym ekranie odpowiednio zinterpretowany obraz.
Tak naprawdę, kiedy zobaczyłem na tym ekranie pierwsze zalążki palców to zrozumiałem, że projekt będzie doskonały.
Komentarze
Prześlij komentarz